• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Przyznaję bez bicia, że nigdy wcześniej nie miałem styczności z klasykiem jakim niewątpliwie jest Dragon’s Lair. Nie zachwycałem się nim w dzieciństwie, ale postanowiłem zainwestować w tą produkcję, aby przekonać się czemu doczekała się takiej sławy. Czy było to pozytywne czy negatywne zaskoczenie? Czytajcie dalej…

Gra opowiada o przygodach fajtłapowatego rycerza Dirka, którego zadaniem jest odbicie księżniczki z rąk tytułowego smoka. Przemierzamy więc komiksowy, trochę surrealistyczny zamek, przedzieramy się przez śmiercionośne pułapki, walczymy z upiorami, aby zrealizować swój cel. Fabuła jest prosta i przejrzysta i stanowi dobry pretekst do rozgrywki.

Nie mając żadnych nostalgicznych skojarzeń zainstalowałem aplikację będąc pewien, że czeka mnie coś niezwykłego. I rzeczywiście pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Przyjemna dla oka, bajkowo – komiksowa kreska przyciąga uwagę. Na ekranie pojawiły się przyciski kierunkowa oraz ikonka „ataku” – pomyślałem: „będzie się działo”!

Gameplay

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ta gra to nie jest gra w klasycznym rozumieniu tego słowa. To jest interaktywny animowany film, a cała rozgrywka opiera się na wciskaniu w odpowiednim momencie wspomnianych wyżej przycisków. Trzeba to robić naprawdę szybko, ponieważ gra nie wybacza błędów. Wydaje mi się, że czas reakcji nie powinien przekraczać jednej sekundy. Cała gra przypomina jedną wielką sekwencję Quick Time Event.

Gra oferuje dwa tryby – „Home”, czyli rozgrywkę trochę ułatwioną ze względu na możliwość ustawienia sobie nielimitowanych żyć oraz „Arcade”, który jest wiernym przełożeniem wersji z automatów rocznik 1983.

Oglądamy więc animację i wciskamy odpowiedni przycisk. Jeśli się pomylimy oglądamy śmierć naszego bohatera w męczarniach i zaczynamy sekwencję od nowa (tak jest w wersji „home”). W wersji arcade, nie możemy od razu powtórzyć sekwencji (trudniej wtedy zapamiętać kolejność wciskania przycisków). Jeśli nam się powiedzie przeskakujemy do następnej sceny i kolejnych animacji.

Animacje niestety podczas przygody powtarzają się, tzn. podczas jednego przejścia gry kilkukrotnie będziemy oglądać i wciskać to samo. Po parę razy będziemy zjeżdżać roztrzaskującą się platformą, jeździć na latającym koniu – robocie czy walczyć z nietoperzami. Animacje nie mają ze sobą większego logicznego powiązania, poza kilkoma kluczowymi dla fabuły. Oznacza to, że jesteśmy losowo przerzucani ze sceny do sceny. Twórcy gry próbowali wprowadzić nieco urozmaicenia i animacje możemy oglądać czasami w ich lustrzanym odbiciu i tak samo „lustrzanie” musimy wciskać przyciski.

A teraz uwaga uwaga. Ile czasu można grać w grę, którą kupiło się za ponad 16zł? Ktoś zgadnie? Prawidłowa odpowiedź brzmi – przy wersji home i nielimitowanych życiach trwa to około 20 minut (!) Szczerze mówiąc po obejrzeniu wszystkich animacji i ich powtórek oraz odbić lustrzanych nie widzę żadnego powodu żebym miał to robić jeszcze raz. Zwłaszcza, że jedyną opcją jest utrudnienie sobie grania przez zmniejszenie liczby żyć lub wybranie wersji arcade – co oznacza dodatkową dawkę frustracji.

W kwestii oprawy audio-wideo. Tutaj krótko. Gra-nie-gra wygląda i brzmi świetnie, bo to przecież interaktywna animacja spod ręki byłego pracownika Disneya. Tylko zastanawiam się czy nie wolałbym obejrzeć sobie tej animacji bez zawracania sobie głowy wciskaniem przycisków na czas. Mnie to nie wciągnęło, żałuje wydanej kasy, bo mógłbym obejrzeć te 20 minut gameplayu na YouTube i nic bym nie stracił. Kupujcie na własne ryzyko lub jeśli chcecie sobie odświeżyć pamięć jeśli ktoś grał w Dragon’s Lair wcześniej.

ps. dla sknerusów cały gameplay z oryginalnej wersji konsolowej 🙂

logo-app
App Name
Digital Leisure Inc.

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app