• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Z racji tego, że Zenonia 4 do krótkich gier nie należy postanowiłem zaryzykować i pisać recenzję w kilku etapach. Jestem obecnie w czwartym rozdziale, czyli mniej więcej w połowie rozgrywki. Co jakiś czas będę aktualizował ten wpis, poszerzając go o nowe wątki i uwagi, które pojawią się w trakcie. Zapraszam was do opinii na temat takiej formy recenzji. Jak widzicie, my w gry, które recenzujemy naprawdę gramy do końca 🙂

Dzień 7 – poziom 25 – rozdział 4

Mniej więcej tydzień minął kiedy pierwszy raz odpaliłem Zenonię 4 na moim wysłużonym SGSie. W tym czasie zapoznałem się z większą częścią mechanizmów, które rządzą grą. Zacznijmy od historii.

Fabuła

W grze przyjdzie nam sterować Regretem (co za głupie imię), który podobno występował już w serii. Niestety nie znam poprzednich odsłon Zenonii, ale z tego co się dowiedziałem fabuła czwórki styka się w pewnych miejscach z poprzednimi częściami. Docenią to ci, którzy w nie grali. Na początku nie wiedziałem za bardzo o co chodzi w przedstawionej historii – gra szybko rzuca nas w wir wydarzeń, obejmujących podróże w czasie. Już na samym początku spotykamy samego siebie z przyszłości, który informuje nas, że przegrał walkę ze złym Shatturu – głównym antagonistą w grze. Musimy uratować samego siebie spod władzy złego ducha i na nowo rozegrać z nim batalię.

W późniejszym etapie fabuła doprowadza nas do Deva Castle, który spełnia rolę centralnego HUBa, z którego zapuszczamy się, na nieprzyjazne tereny pełne wrogów.

Fabuła nie jest może zbyt rozbudowana czy nieprzewidywalna, ale można się w nią wkręcić. Jeden podstawowy warunek, to znajomość angielskiego – bez tego Zenonia 4 będzie dla was, kolejnym slasherem, który w końcu się znudzi. Warto czytać uważnie dialogi, bo potrafią być naprawdę zabawne. Twórcy śmieją się, z przyjętej przez siebie konwencji (niemal niezmienionej od pierwszej części) i co chwilę puszczają do nas oko. Dobrym przykładem jest historia pewnego szewca, którego marzeniem jest wypromowanie swojej marki butów – Adas.

Mechanika

Na gameplay w Zenonii 4 składa się kilka komponentów: wypełnianie misji, które w 95% (jak na razie) polegają na wybiciu określonej liczby stworków; rozwijanie postaci – zarówno jego statystyki jak i zdolności specjalne; odnajdywanie, usprawnianie i handlowanie wszelkim znalezionym sprzętem.

Grę zaczynamy wybierając jedną z czterech klas postaci: slayer, blader, ranger i druid. Ja jako początkujący zjadacz przygód wybrałem slayera, czyli rycerza z wielkim mieczem. Jego zaletą są dość spore obrażenia, które może zadać, jednak daje w kość ograniczona możliwość ataku na dystans, co strasznie irytuje w walce np. z pyro-gnomami, którzy używają miotaczy ognia.

Świat podzielony jest na mniejsze obszary, podobnie jak w Legend of Zelda. Gdy przechodzimy z jednego do drugiego, wszystkie stworki odradzają się. Ogólnie rzecz biorąc gra skonstruowana jest tak, że aby przejść nowe obszary trzeba dopakować swoją postać, bo inaczej czeka nas szybka śmierć. Grindujemy więc ile wlezie, kupujemy mikstury lecznicze i uzupełniające manę, a następnie próbujemy przedrzeć się przez kolejne plansze. Mapa w Zenonii 4 podzielona jest na kilka ścieżek, do których mamy stopniowy dostęp. Zwykle na końcu ścieżki czeka na nas boss lub bardzo trudny przeciwnik, który też odradza się, gdy ponownie odwiedzimy lokacje.

Obecnie, w czwartym rozdziale, już po raz trzeci zbieram się do wyprawy, gromadzę mikstury i grinduję, żeby pokonać maga przy wodospadzie. Konfrontacja z takim bossem, jest najłatwiejsza za pierwszym razem, tyle że zwykle nie jesteśmy dobrze przygotowani do takiego spotkania. Przydają się więc specjalne kamienie odradzające nas w tym samym miejscu bez żadnych kar – niestety są one dostępne tylko w postaci mikropłatności. Chyba, że…będziemy instalować inne gry z Google Play i w ten sposób zarabiać Zen (tak się nazywa specjalna waluta). Za punkty Zen możemy też dokupować punkty statystyk i szereg innych specjalnych przedmiotów. Jeśli nie stać nas na kamienie odrodzenia, to gdy zginiemy, tracimy część doświadczenia i złota, co jest bardzo dokuczliwe.

We znaki daje się też toporne sterowanie bohaterem. Nie dość, że uznaje on tylko 4 słuszne kierunki ruchu, to jeszcze wirtualny pad jest bardzo niewygodny. Niestety nie mamy tu do dyspozycji wirtualnego analoga, a 4 kierunkowe strzałki, w które w ferworze walki ciężko trafić. To i ciągły grind muszę wymienić jako główne wady gry.

Nie do końca jeszcze rozumiem system tworzenia magicznych kamieni, pyłów i usprawniania ekwipunku. Robię to w tej chwili trochę na czuja. Gra niewiele w tym względzie wyjaśnia. Ktoś wiec o co tu chodzi? 🙂 Bardzo też irytuje mała ilość miejsca w ekwipunku. Oczywiście więcej slotów możemy wykupić za Zen, ale póki co staram się traktować Zenonię 4 jako grę darmową, dlatego pomijam mikropłatności.

Grafika

Tutaj mam wyraźnie wyrobioną opinię. Gra wygląda wspaniale! Całość jest skrzywiona w kierunku mangi, co mnie osobiście odpowiada. Jednak poziom szczegółów, detali, drobnych animacji, cieniowania nie ma sobie równych. Regret odbija się w kałużach, zostawia ślady na śniegu, gdy macha mieczem jest nawet efekt zakrzywienia powietrza. Nie wspominam już o czarach, te są równie świetne. Nie widziałem w całym Google Play gry, tak bardzo dopieszczonej w szczegółach. Dodam tylko, że zmieniając ekwipunek widać to na naszym bohaterze. Na brawa zasługuje też cała menażeria wrogów. Są pomysłowo zaprojektowani, różnorodni i równie dobrze zaanimowani. Jestem zachwycony poziomem grafiki.

Dźwięki

Nie mogę jednak tego samego powiedzieć o dźwięku. Niestety w grze, której przejście trwa kilkadziesiąt godzin mocno zaczynają irytować powtarzające się w nieskończoność te same odgłosy miecza i powtarzające się motywy muzyczne (mimo, że przyjemne dla ucha).

Kończę na tym raport z boju. W następnej aktualizacji postaram się zwrócić większą uwagę na system rozwoju postaci i przedmiotów. Muszę najpierw pokonać tego maga spod wodospadu :/

Dzień 11 – poziom 37 – rozdział 6

Udało się! Mag spod wodospadu zginął marnie za trzecim podejściem. To było dopiero preludium do dalszych wydarzeń. W środku wejścia, którego bronił była jaskinia, na końcu której czekał kolejny arcytrudny przeciwnik. I niestety, wtedy oszukałem. Po tym jak moje ciosy zadawały mu jedynie znikome obrażenia, pomyślałem jak długo zajmie mi osiągnięcie odpowiedniego poziomu, żeby go pokonać.
I uwaga, uwaga… skorzystałem z mikropłatności. Wydałem około 15 zł na kupno 5.000 Zenów i jeszcze około 3zł na 50.000 złota. Wydałem więc tyle, ile kosztują najdroższe gry w markecie. I wiecie co? Nie żałuję – myślę, że właśnie tyle ta gra powinna kosztować.
W każdym razie wydałem Zeny na poszerzenie inwentarza – teraz łatwiej mi nosić materiały. Ulepszyłem też znacznie obronę i dwie umiejętności specjalne. Złoto wydałem na znacznie potężniejszy miecz i zbroję. Gra zaczęła być bardziej przyjemna. Nie musiałem się tak martwić o napoje regenerujące manę i zdrowie – kupiłem ich sporo, naprawiłem też cały oręż i ruszyłem by pokonać groźnego przeciwnika. Udało się chyba za drugim razem – wydałem z 600 Zenów na kamienie regeneracji, bo kilka razy zostałem podczas walki uśmiercony.
Cały szósty rozdział spędziłem właściwie na grindowaniu, stąd dość spory skok poziomu mojej postaci. Mój Slayer był na tyle wyważony, że spokojnie dłuższy czas mogłem tłuc podrzędne stworki. Nie było ani za trudno ani za łatwo. Bossa z rozdziału 6-tego pokonałem za trzecim podejściem.

System ulepszeń sprzętu

Podczas dalszej zabawy poznałem lepiej mechanikę ulepszeń sprzętu. Mamy tu do czynienia z całkiem rozbudowanym mechanizmem. U kowala możemy rozbić magiczne przedmioty, aby uzyskać specjalne kamienie, którymi ulepszamy statystyki broni (oręż ma specjalne sloty). Po drugie możemy ulepszać przedmioty aż do 10tego poziomu, jednak jest to dość ryzykowne, ponieważ podczas tej operacji mogą nam się zepsuć. Wtedy jedyną opcją przywrócenia przedmiotu jest kupienie za Zeny specjalnego kamienia przywracającego. Możemy również, kupując lub zdobywając receptury tworzyć przedmioty. Jeśli posiadamy odpowiednie materiały kowal zrobi nam nowy przedmiot. Jest w tym systemie jeszcze kilka niuansów, które już na pewno odkryjecie sami.


Charakterystyka postaci

Naszą postać, jak wspominałem, możemy  ulepszać gdy awansujemy na wyższy poziom. Przydzielamy 3 punkty do jednej z czterech statystyk. W trakcie gry zauważyłem, że właściwie najlepiej (oprócz ataku), usprawniać naszą obronę. Dzięki temu, przy bliskim zwarciu z wrogiem mamy duże szanse, że ten będzie chybił i w ogóle nie zada nam obrażeń. Prawda, że odkrywcze?
Dodatkowo każda postać ma zestaw specjalnych zdolności – odpowiednich dla swojej klasy. Mój Slayer posiada więc ataki specjalne, takie jak podmuch ognia czy szarża, które można usprawniać przydzielając dodatkowe punkty. Oprócz specjalnych ataków, mamy do dyspozycji również zdolności pasywne (zwiększony atak czy obrona) oraz tzw. buffy, które na krótki czas zwiększają nam określone statystyki. Umiejętne przydzielanie punktów na mapie umiejętności mają istotne znaczenie dla gameplayu i sposobie eksterminacji przeciwników.

Otchłań i PvP

Gra udostępnia nam też dwa specjalne tryby zabawy. W każdej chwili, z poziomu okna postaci możemy uruchomić, któryś z nich – raz na dzień za darmo.
W trybie „The Abyss” jesteśmy rzucani do podziemi, gdzie musimy odeprzeć nowe fale coraz trudniejszych przeciwników w określonym czasie. Niestety nie możemy używać napojów regenerujących. Główną zaletą brania udziału w tym trybie jest zdobywanie unikatowych przedmiotów, które mogą zostawić potworki. Przedmioty te są zwykle rzadsze od spotykanych podczas normalnej gry.
W Player vs Player czeka nas potyczka z losowym bohaterem innego użytkownika, który tymczasowo sterowany jest przez SI. Nie miałem niestety zbyt wiele szczęścia w tym trybie do tej pory. Zwykle trafiałem na przeciwników o kilka poziomów lepszych ode mnie i kończyło się to dla mnie szybką śmiercią. Wygrałem raz i zdobyłem całkiem wypasioną zbroję w nagrodę.

To koniec raportu z placu boju. Kolejna część będzie już myślę podsumowaniem fabularnym i zebraniem ogólnych myśli, zakończonych oceną. Wracam do gry!

Dzień 23 – poziom 55 – rozdział 8

No i w końcu stało się. Dotarłem do ostatniego Bossa – Shaturu, chociaż łatwo wcale nie było. Prawdopodobnie podczas gry mogłem lepiej zbudować swoją postać, ponieważ im dalej w las, tym trudniej było mi sobie poradzić w nieprzyjaznym środowisku. Widziałem co inni gracze wyczyniają na mniej więcej moim poziomie doświadczenia i jestem niemal pewien, że lepiej mogłem zainwestować punkty.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony zakończeniem i ostatnią konfrontacją ze Złym bohaterem gry. Oczywiście wiele osób na pewno domyśli się, że fabuła może skręcić w tą stronę co skręciła, ale wykonanie zakończenia jest naprawdę porządnie zrobione i zachęca do ponownego przejścia gry. W Zenonii 4 występuje coś w rodzaju game+ , w którym możemy doświadczyć innego, jeszcze bardziej satysfakcjonującego zakończenia. Czy jednak komuś będzie się chciało powtarzać tą przygodę od nowa? Myślę, że odsetek będzie dosyć niski.

Podsumowań nadszedł czas

Moja przygoda z Zenonią 4, jak widzicie, trwała dość długo. Gra jest naprawdę rozbudowana i zapewnia wiele godzin zabawy. Tyle, że mniej więcej w połowie fabuły, ciągle powtarzająca się rozgrywka, ciągły grind zaczął mnie nudzić. Rozdział 7 i 8my można powiedzieć, że wymęczyłem, bo chciałem skończyć tą recenzję. Ale naprawdę nie mam ochoty wracać do gry. Gdyby zadania były bardziej różnorodne na pewno zabawa zyskała by wiele. Niestety całość nie pozwala mi na danie tej grze więcej niż 4 gwiazdki. Na pewno warto zagrać, Zenonia 4 ma bardzo wysoki poziom wykonania i wciągającą fabułę, poza tym jest za darmo. Założę się jednak, że niejeden z was porzuci tą przygodę w połowie drogi.

logo-app
App Name
GAMEVIL Inc.

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app

Podobne artykuły

  • Już od dzisiaj możemy zagrać w Dungeon Hunter 3Już od dzisiaj możemy zagrać w Dungeon Hunter 3 Dungeon Hunter 3 to kolejna odsłona całkiem niezłej serii gier RPG od Gameloftu. Jednakże ta część przynosi bardzo dużo zmian w stosunku do swych poprzedniczek. Gameloft zrezygnował z […]
  • The Amazing Spider-ManThe Amazing Spider-Man The Amazing Spider-Man to najnowsza produkcja Gameloftu, bazująca na wydarzeniach filmu, który obecnie jest w kinach. Krótko można ją podsumować jako kolejny mocny średniak. Niby jest tu […]
  • Draw SlasherDraw Slasher Jest ninja niczym z japońskiego anime, jest masa małpich zombiaków, jest brutalnie i krwawo. Dzięki Draw Slasher dowiesz się jak wygląda prawdziwy survival z ostrzem katany w dłoniach. […]
  • BattleheartBattleheart Battleheart – to przez tą okropnie wciągającą gierkę nie pojawiły się ostatnio na blogu żadne inne recenzje. Na liczniku już kilkanaście godzin a gra się w dalszym ciągu rewelacyjnie. Tak, […]
  • Contra 4: ReduxContra 4: Redux Chyba nie ma gracza, który nigdy by nie grał w Contrę. Ta świetna dwuwymiarowa strzelanka święciła triumfy na rodzimych Pegasusach a dzisiaj jej czwarta odsłona zawitała na Android Market. […]
  • Max Payne: Wersja MobilnaMax Payne: Wersja Mobilna Max Payne: Wersja Mobilna to powrót absolutnego klasyka, tym razem na telefony z Androidem, niestety jak zwykle po wersji na iOS, do czego już się przyzwyczailiśmy. Wypuszczona w okolicach […]