• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Z okazji spadku ceny Samurai II: Vengeance do 0zł (przynajmniej na GetJar.com) nadrabiamy zaległości i bliżej spróbujemy się przyjrzeć temu tytułowi. Pamiętam, że gdy pojawiły się pierwsze trailery tej gry, od razu wiedziałem, że muszę ją mieć. Potem okazało się, że wychodzi najpierw tylko na Tegrę, potem że jest płatna a moja karta kredytowa zablokowana, aż do teraz. Czy warto było czekać tyle czasu? Czy oczekiwania przerosły rzeczywistość? Przekonajmy się 🙂

Z czym do ludzi?

Samurai II: Vengeance to slasher z widokiem z góry utrzymany w stylistyce przypominającej tradycyjne japońskie malarstwo (Hokusai się kłania). Pierwszy rzut oka przywołał mi skojarzenie z grą Okami na Wii i Ps2. Historia również osadzona jest w bogatej mitologii kraju kwitnącej wiśni. Nasz tytułowy samuraj (ronin) przemierza świat w poszukiwaniu demona Orochi, który terroryzuje krainę ze swojej latającej fortecy. Naszym zadaniem jest odnalezienie sposobu jak się do niego dostać i spróbować go zgładzić.

W grze przyjdzie nam zwiedzać japońskie wsie, odwiedzić zaświaty, by w końcu znaleźć się w siedzibie demona. Trzeba dodać, że świat przedstawiony to mieszanka realizmu z magią i domieszką mitologii. Na swojej drodze spotkamy więc lewitujące windy, powykręcane schody czy zwisające z sufitu ogromne topory. Całość dobrze się „klei” i nie powoduje zgrzytu zębów.

 

Piękny Samuraj

Tak, Samurai II: Vengeance wygląda naprawdę świetnie. Dzięki zastosowaniu „malarskich” tekstur całość trzyma bardzo wysoki poziom. Duże wrażenie sprawiają tła często prawie żywcem wyjętych z rodzajowych scenek japońskich płócien. Poprzez zastosowanie cell-shadingu graficy mogli pokusić się o kilka sztuczek, które nie wpływają na obciążenie procesora a ładnie komponują się z całością. I tak, widać że obiekty nie mają wiele polygonów, a część z nich to tylko bitmapy 2D, ale w ogóle nie przeszkadza to w odbiorze, wręcz przeciwnie pomaga kreować nastrój. Dzięki temu właśnie gra chodzi niezwykle płynnie, nie zdarzyły mi się żadne zwiechy czy klatkowania.

W grze od czasu do czasu następuje spowolnienie czasu. Kamera zbliża się do akcji i widzimy jak katana tnie przeciwników na pół, albo jak odpada czyjaś głowa. Towarzyszy temu tryskająca (jednak utrzymana w konwencji rysunkowej) krew. Wygląda to dobrze 🙂

Dźwięk to osobna historia. Motywów muzycznych jest niewiele, a odgłosy cały czas się powtarzają co poskutkowało wyciszeniem gry do słyszalnego minimum w połowie fabuły.

 

Jak się w to gra?

Gra się jak w typowego slashera. Przemierzamy kawałek drogi, zostajemy zamknięci na danym obszarze (zamknięci dosłownie, pojawiają się kłódki blokujące drogę), a naszym jedynym zadaniem jest wycięcie w pień kolejnych wrogów. W trakcie gry zbieramy karmę za pokonanie przeciwników i rozbijanie beczek (!), za którą możemy odblokować nowe combosy lub powiększyć pasek zdrowia.

Już od samego początku na poziomie „normal” gra jest wymagająca. Nie wystarczy naprzemiennie wciskać słabego i mocnego ataku. Trzeba ciągle turlać się, robić uniki (trzeci przycisk) i nigdy nie stać w miejscu, w myśl staropolskiej maksymy: „kiedy wrogów kupa i Herkules dupa”. Trochę sposób walki może przypominać ten z Wiedźmina 2.

Im dalej, tym trudniej. Na zablokowanych arenach pojawia się coraz więcej wrogów. Gdy jedna grupa zostaje zabita, pojawia się kolejna. Podczas walki nie można w żaden sposób regenerować zdrowia, więc czasem jedynym sposobem na sukces jest nauka jacy wrogowie i kiedy pojawią się na placu boju i dostosowanie taktyki.

Tak tak, taktyki. Może nie wysublimowanej, to nie Devil May Cry, ale takiej która pozwoli przeżyć. Mniej więcej od połowy gry nie wystarczy naparzać w atak i robić przewroty. Warto nauczyć się, które combosy sprawdzają się na których wrogów (polecam ten, który zwala z nóg – robi się łatwiej). Czasami potrzebny jest po prostu refleks, czasami kombinowanie czy najpierw wyciąć irytujących łuczników czy miłych panów z dwoma katanami, tak żeby nie zostać zaszlachtowanym.

Samurai II: Vengeance cierpi również na te same wady co większość slasherów.

Wada nr 1 – monotonia. Niestety gameplay wygląda ciągle tak samo, zmienia się tylko scenografia (o tym zaraz). Idziemy pięć kroków, blokada, walka, walka, walka, śmierć, checkpoint, walka, sukces, powtórz. Przy końcu gry robi się naprawdę ciężko i frustracja puka do naszych drzwi, gdy trzeba walczyć z niekończącymi się falami wrogów na zamkniętej przestrzeni.

Wada nr 2 – Projekt poziomów. Nie mam na myśli strony graficznej czy artystycznej – ta jest świetna. Jednak poziomy są zaprojektowane trochę na zasadzie kopiuj wklej. Przez całą grę powtarza się ten sam schemat: wąska ścieżka – arena – wąska ścieżka – arena. Niewiele się w tej materii zmienia, choć są niewielkie odstępstwa od reguły.

Wada nr 3 – różnorodność przeciwników. Rodzajów przeciwników jest tyle ile palców jednej ręki. Co prawda nowy typ wroga pojawia się w grze stopniowo, ale bardzo szybko poznajemy je wszystkie, zmienia się tylko ich ilość. Najdziwniejsze jest to, że mimo, iż odwiedzamy np. zaświaty, nie walczymy z duchami czy demonami, czy szkieletami, tylko ciągle z tymi samymi przeciwnikami. Można było na pewno więcej zrobić w tym temacie, zwłaszcza że japońskie mity to studnia bez dna jeśli chodzi o dziwaczne stwory.

Sayonara

Warto ściągnąć Samurai II: Vengeance, żeby samemu przekonać się jak ładna jest ta gra i jak wymagająca jest rozgrywka. Można śmiało zaryzykować tezę, że wielu graczom się spodoba i chętnie spędzą przy niej kilka godzin. Istnieje też spore ryzyko, że niektórym monotonia zabawy nie pozwoli przejść jej do końca – ja musiałem z redaktorskiego obowiązku 🙂

Posłowie

Wspomniałem na początku grę Okami, która wygląda podobnie jeśli chodzi o stylistykę. Niestety jeśli chodzi o klimat i zbudowanie relacji gracz – postać z gry, Samurai II: Vengeance jest pusty. Wydaje mi się, że cierpi na tą przypadłość większość mobilnych produkcji – są pozbawione esencji, nadzienia, duszy – górnolotnie to ujmując. Ale temu tematowi poświęcę osobny artykuł.

logo-app
App Name
MADFINGER Games

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app

Podobne artykuły

  • Draw SlasherDraw Slasher Jest ninja niczym z japońskiego anime, jest masa małpich zombiaków, jest brutalnie i krwawo. Dzięki Draw Slasher dowiesz się jak wygląda prawdziwy survival z ostrzem katany w dłoniach. […]
  • ColosseumColosseum Colosseum jest tym typem gier zręcznościowych gdzie wybijamy kolejne fale wrogów, kupujemy nowe uzbrojenie, bogacimy się i tak w koło Macieju 😉 Czy warto się grą zainteresować? […]
  • Blood & GloryBlood & Glory Kojarzycie Infinity Blade z iOS? Pamiętacie jak rewelacyjną grafikę w tej grze oferował silnik Unreal Engine 3? Dzięki Glu Mobile posiadacze Androida od dziś mogą pograć w klona tej […]
  • Zenonia 4 – recenzja w toku – aktualizacjaZenonia 4 – recenzja w toku – aktualizacja Z racji tego, że Zenonia 4 do krótkich gier nie należy postanowiłem zaryzykować i pisać recenzję w kilku etapach. Jestem obecnie w czwartym rozdziale, czyli mniej więcej w połowie […]
  • Promocja w GetJarPromocja w GetJar Do sklepiku GetJar – u nas jeszcze dość mało znanego zawitała promocja z okazji amerykańskiego święta dziękczynienia. W połączeniu z cotygodniowymi Gold Apps do wyhaczenia aktualnie są […]
  • Captain AmericaCaptain America Większość gier wydawanych przy okazji premiery filmów to niestety zwykłe crapy. Captain America jest jednak chlubnym wyjątkiem od tej reguły, co zawdzięcza przede wszystkim dość […]