• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Do Dead Trigger podchodziłem ze sporą rezerwą wiedząc już, że nie jest to typowy FPS. Wątek fabularny jest tylko zarysem. Nie ma ciągłości misji, jak choćby w produkcjach Gameloftu. Dead Trigger to, jeśli chodzi o ogólne zasady gry, kopia darmowego Contract Killer: ZOMBIES, tyle że tam byliśmy przykuci do wózka i jedynie osłanialiśmy innych. Tutaj sami wykonujemy brudną robotę. Jeśli jednak taka rekomendacja was nie odstrasza, możecie się z Dead Trigger całkiem dobrze bawić.

Wątek fabularny w  grze co prawda istnieje, ale jest on ledwie zauważalny. Historia opowiedziana jest jedynie w formie tekstu przed i czasami po danej misji. Nie jest to nic interesującego, raczej kolejny schematyczny scenariusz, w którym  po ataku wirusa, wszyscy oprócz garstki wybrańców zostają zamienieni w Zombie, ale znajduje się naukowiec (pani naukowiec), która jest bliska opracowania antidotum – bla bla bla. W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby mieć pretekst do wykonywania kolejnych misji.

Zadania wybieramy z poziomu mapy, będącej częścią jakiegoś miasta, które widzimy z góry. Misje dzielą się na takie, które popychają „fabułę” do przodu i takie, które są zapychaczami pomiędzy. Niestety, aby misje fabularne, w ogóle pojawiły się na mapie trzeba przejść x tych drugich. Rodzai misji jest jedynie kilka, więc pozwolę je sobie przedstawić: zabij X  zombie, przetrwaj X czasu, ochraniaj mienie przez X czasu, znajdź X przedmiotów i zanieś je z powrotem do samochodu. To chyba tyle.

Przed rozpoczęciem misji możemy zrobić jeszcze 2 rzeczy: kupić wyposażenie w sklepie i przygotować się odpowiednio, poprzez wybór sprzętu. Na początku mamy tylko jeden slot na broń i na przedmiot, którym powinny być bandaże. W sklepie wybór broni i dodatkowych przedmiotów jest dość szeroki. Możemy również inwestować w inne udogodnienia jak powiększone zdrowie lub lepszy radar. Wszystko jednak kosztuje i to bardzo dużo. Gra niestety bardzo nastawiona jest na system mikro-płatności. Mamy do czynienia z dwoma walutami – dolarami i złotem. Dolary możemy zdobyć wykonując misje. Za złoto trzeba zapłacić prawdziwą kasą. Jedynie co druga broń dostępna jest za dolary. Te które możemy za dolary kupić są zwykle bajecznie drogie. Nie mówiąc już o tym, że najpierw musimy zdobyć odpowiednią ilość doświadczenia, aby je odblokować.

Na szczęście jest łatwy sposób na łatwe zarobienie szmalu (przy odrobinie samozaparcia)  i absolutne nie korzystanie z systemu mikro-płatności. Ale o tym później.

Gdy już wskoczymy do jakiejś misji, zaczyna się robić ciekawie, ale tylko na chwilę. Jesteśmy rzucani na jedną z kilku dostępnych map (czasem różnią się one układem blokad), które składają się raptem z kilku pomieszczeń. Z wielu dziur i zamkniętych dla nas przejść zaczynają się wyłaniać żywe trupy, które szybko mogą nas otoczyć, jeśli nie będziemy uważni. Zerkając na radar, biegamy więc od pomieszczenia do pomieszczenia, unikając kontaktu z zombie i staramy się odstrzelić wszystkim głowę. Samo strzelanie do umarlaków jest satysfakcjonujące. Krew się leje, możemy odstrzelić oprócz głowy, również ręce i nogi. Naprawdę gorąco robi się podczas trudniejszych misji, gdzie trzeba szybko manewrować, aby nie zostać pośrodku hordy trupów.

Niestety rodzai Zombie jest raptem 3 czy 4. Nie narzekam na brak różnorodności, bo w innych grach o żywych trupach mi to nie przeszkadza. Ale ciągle te same modele postaci mogą w końcu się znudzić. Raz trafiłem podczas misji fabularnej na mini-bossa, co było małym urozmaiceniem 🙂

Grając w Dead Trigger wpadamy więc w zamknięte koło – wykonujemy misje, aby zdobyć kasę i doświadczenie, kupujemy nowe bronie i wyposażenie, aby wykonać kolejne misje, i tak w kółko. Szybko staje się to nużące. Zwłaszcza, że pozbawione większego sensu od strony fabuły. Dlaczego więc aż 3 gwiazdki w ocenie? Ano dlatego, że to automatyczne niemal przechodzenie misji wchodzi w krew. Zadania trwają dość krótko – jedna plansza to około 2-4 minuty grania. Jak ma się akurat chwilę, można odpalić kilka misji i  się rozerwać, odmóżdżyć, bo chyba takie zadanie najlepiej spełnia ta gra. Nic więcej, nic mniej – prosta, jak budowa cepa, zabawa podczas przerwy w naszych codziennych obowiązkach 🙂

A teraz sposób na relatywnie szybkie zdobycie dolarów i zarobienie na kałasznikowa. Podczas jednych z pierwszych misji, po odblokowaniu chyba piątego poziomu wziąłem się na sposób, bo walka z samym tylko pistoletem stawała się dość trudna. Trafiłem na misję, w której trzeba było zanieść do Vana 4 kartony czegoś tam. Gdy zdobyłem już czwarty i byłem w drodze powrotnej, ulokowałem się w strategicznym punkcie, gdzie tylko z jednej strony atakowały mnie trupy. Zamiast kończyć misję, stałem więc niemal w miejscu jakieś 20 minut i nabijałem headshoty, za które dostajemy 10$. Do Zombie podbiegałem jedynie wtedy, gdy można było zebrać amunicje. W ten sposób nabiłem około 4000$ i mógłbym więcej, ale już mi się nie chciało. Na prawie każdej planszy znajdzie się takie strategiczne miejsce, gdzie można nieprzyzwoicie dużo zarobić na strzelaniu w głowy zombie. Równocześnie zdobywamy wiele punktów doświadczenia. Pokazuje to z drugiej strony, jak bardzo powtarzalna, nudna i schematyczna jest ta gra w swoich założeniach. Studio Madfinger Games staje się coraz bardziej leniwe.

Przyznaję – Dead Trigger wygląda obłędnie! Co prawda na SGS, da się płynnie grać na ustawieniach „low”, ale warto przełączyć się choć na chwilę na najwyższe detale, aby zobaczyć splendor efektów, które zaoferowali nam twórcy. Równie dobrze Dead Trigger może służyć jako techniczne demo, którym możecie zadziwić kolegów. Mamy tu niemal wszystkie efekty znane z gier na PC / konsole, dzięki silnikowi Unity3d. Posiadacze urządzeń z Tegrą 3 mają dodatkowe udogodnienia w postaci fizyki ragdoll i symulacji wody. Można spokojnie powiedzieć, że to najładniejsza gra na Androida. Na szczęście silnik jest skalowalny w dół i płynnie można grać nawet na jednoprocesorowych jednostkach (pozdrowienia Gameloft). Dźwięki też są ok, ale bez jakiejś szczególnej rewelacji.

Dead Trigger pokazuje, że grafika to nie wszystko. Powtarzalny schemat rozgrywki, szczątkowa fabuła, te same mapy, ci sami przeciwnicy, w końcu sprawiają, że ma się już tej gry dosyć. Z drugiej strony, gdy czekam na kaszę z gulaszem w barze, z dziesięciu gier aktualnie zainstalowanych na telefonie, odpalam właśnie Dead Trigger. I niech to będzie jednocześnie przestroga i rekomendacja dla was.

logo-app
App Name
MADFINGER Games

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app