• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Jakoś się tak złożyło, że za młodu nie miałem okazji zagrać w Dooma. Najpierw nie miałem Pc-ta, a gdy już pojawił się w moim pokoju, jakoś nie chciało cofać mi się w czasie, żeby zobaczyć grę w akcji. Na studiach, w ramach nadrabiania zaległości, mimo ogrania kilku tytułów FPS, będących klasykami (Duke Nukem 3d, Blood, System Shock i parę innych), nie cofnąłem się na tyle, aby wrócić do Dooma. Pierwszy raz przeszedłem go dopiero teraz. I jestem nim zachwycony!

Emulator

Doom GLES to tak naprawdę rodzaj emulatora, który potrafi czytać pliki WAD i odpalić je na ekranie smartfona. Płacąc za ten emulator, dostajemy do dyspozycji oryginalną shareware’ową edycję Dooma, która składa się z pełnego pierwszego epizodu, czyli 9 leveli. Po tym czasie trzeba odgrzebać stare oryginalne dyskietki i pozwolić sobie na wyszukanie w sieci kopii zapasowych, a następnie wgranie plików WAD do foldera z emulatorem. W ten sposób możemy mieć dostęp do (Ultimate) Dooma, Dooma 2, edycji TNT, Plutonia i kilku innych, które są kompatybilne z emulatorem. Drugim krokiem jest dociągnięcie plików ze strony twórcy emulatora, aby maksymalnie upiększyć daną grę. Należy zwrócić uwagę, że w Google Play istnieje również Heretic GLES, dedykowany specjalnie tej produkcji.

Gramy i zabijamy!

Te słowa kieruję do osób, które tak jak ja nigdy wcześniej nie grali w Dooma. Reszta z was może spokojnie pominąć ten punkt. Doom to bardzo staroszkolny FPS. Nie można tu skakać, nie ma żadnych „misji”, etapów „na szynach”, fabuła jest szczątkowa. Nie ma w tej grze nic oprócz esencji shooterów – strzelania. Paradoksalnie grając w Dooma przeżyłem oczyszczenie i powiew świeżości, oderwania się od sztucznie napompowanych dużych produkcji typu N.O.V.A. czy Modern Combat. W Doomie liczy się zręczność, szybkość, refleks i spostrzegawczość. Tempo rozgrywki jest szybkie, wrogowie często pojawiają się znienacka, wychodzą z ukrytych wcześniej przejść, często w najmniej oczekiwanych momentach.

Do naszej dyspozycji jest całkiem duży, kanoniczny wręcz zestaw broni: piła łańcuchowa, pistolet, shotgun, vulcan, plasma gun, itd. Wachlarz wrogów nie jest może zbyt rozbudowany, ponieważ przez niemal wszystkie plansze będziemy eksterminować tylko kilka ich typów, ale zupełnie nie przeszkadza to w zabawie. Przeciwnicy często atakują nas w znacznej liczbie i łatwo w tym tłumie rozpoznać, na kogo wystarczy jeden strzał z shotguna, a na kogo strzał z rakietnicy. Sztuczna inteligencja praktycznie w tej grze nie istnieje. Nadrzędnym priorytetem przeciwników jest strzelanie do nas, równocześnie się zbliżając.

Na szczególną uwagę zwracają świetnie zaprojektowane mapy. Grając pierwszy raz można pogubić się w zawiłych korytarzach. Każdą z plansz można przejść w około 3 minuty, ale za pierwszym razem zajmie wam to 20-30 minut. Oprócz zagmatwanych korytarzy musimy znajdować karty-klucze, które odblokowują nam specjalne przejścia. Nie jest to jednak takie proste, bo często ukryte są w trudno dostępnych miejscach. Zanim się do nich dostaniemy, będziemy musieli wciskać odpowiednie przełączniki, aby aktywować windy, schody, drzwi. Czasami prowadzi to do sytuacji, w której na planszy nie ma już nikogo do zabicia, a biedny gracz biega i szuka odpowiednich kluczy. Na szczęście jest mini-mapa, której umiejętne używanie, przynajmniej za pierwszym razem, jest absolutnie niezbędne.

Oprócz przeciwników musimy również uważać, na uwarunkowanie terenu – omijać baseny z kwasem, nie stać w pobliżu wybuchających beczek, uważać na przepaście, itp. W grze ukryta jest masa sekretnych pomieszczeń i ich odblokowanie na pewno zajmie nam trochę czasu, chyba że sięgniemy po radę do dziadka Googla.

Na końcu każdego etapu czeka nas potyczka z bossem, a te potrafią dać się we znaki. Zwykle trzeba wpakować w nich niemal cały zapas amunicji, żeby padli.

Sterowanie

Sterowanie jest typowe dla FPSów na ekrany dotykowe. Po lewej stronie mamy wirtualną gałkę, która płynnie dostosowuje się do miejsca, gdzie przykładamy palec, po prawej przycisk strzelania i używania, u góry cyfry z wyborem broni no i oczywiście prawy kciuk służy nam do sterowania kamerą. Pierwszy raz, gdy włączyłem grę, nie mogłem się przyzwyczaić do szybkości postaci, którą kierujemy. Usain Bolt, to przy naszym komandosie żółw. Po zmniejszeniu czułości w ustawieniach, było już znacznie lepiej. W poprzedniej wersji emulatora była zawsze obecna ikonka do ustawiania ciągłego biegu bohatera, ale na szczęście jest ona teraz opcjonalna.

Grafika i dźwięk

Doom w tej edycji wygląda po prostu świetnie. W pełni korzysta z możliwości jakie daje OpenGL. Tekstury są wysokiej rozdzielczości, nie ma mocnej pikselozy nawet po podejściu do ściany. Dodatkowo gra wykorzystuje dynamiczne oświetlenie, realistyczną wodę, efekty cząsteczkowe i krew, która zostaje na ścianach i rozbryzguje się po podłodze. Przede wszystkim jednak, po dociągnięciu plików ze strony twórcy emulatora, mamy wszystkie modele przeciwników w pełnym 3d, które są ładnie oteksturowane, a jednocześnie zachowują wierność oryginałowi. Dostajemy więc takiego Doomo-Quake’a. Oczywiście dla purystów, jest możliwość wyłączenia tych wszystkich usprawnień i grania w wersję ze sprite’ami. Niestety w takim wypadku pojawiają się błędy graficzne – sprite’y są czasami widoczne przez ściany. W ruchu Doom robi znacznie lepsze wrażenie niż na screenach, więc koniecznie zobaczcie filmik poniżej.

Dźwięki naprawdę dają radę. Odgłosy strzałów są chyba tak rozpoznawalne jak sama gra. Podobnie motywy muzyczne wchodzą w ucho, choć nie aż tak bardzo jak te z Duke Nukem 3d, moim zdaniem.

Podsumowanie

Jeśli szukasz Dooma na smarftony, DoomGLES jest dla ciebie najlepszym wyborem. Jeśli nigdy nie grałeś w tą grę, powinieneś to, podobnie jak ja, jak najszybciej nadrobić. Ta niemal już 20-sto letnia gra wciąż ma wielkie pokłady grywalności.

logo-app
App Name
Kokak

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app