• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Gangstar Rio: City of Saints to najnowsza odsłona klona GTA od Gameloftu. Gra ma wielką ilość zalet, ale i potworne bugi, które potrafią zrujnować rozgrywkę. Jak więc podejść do tej produkcji, robionej trochę na kolanie, a z drugiej strony oferującą długie godziny, całkiem przyjemnej zabawy? Zróbmy mały rachunek sumienia i odpowiedzmy sobie na pytanie czy tą grę warto kupić.

Złe Rio

Żeby mieć to za sobą, a jednocześnie wyrzucić to z siebie, napiszę co w tej grze mi się nie podobało.

Fabuła

W Gangstar Rio: City of Saints poznajemy losy Raula, który jest „pracownikiem” jednego z gangów w Rio de Janeiro. Raul chce odejść jednak z brudnego interesu, ale jak to w życiu bywa, ma do wykonania jeszcze ostatnią misję. Niestety (jak zwykle) wszystko się komplikuje, dziewczyna Raula ginie w zamachu bombowym, a sam bohater ląduje w szpitalu i przechodzi operację plastyczną twarzy (!). Tak odmieniony, wkracza pod nowym imieniem Angel, jako nowy człowiek do półświatka przestępczego, aby znaleźć zleceniodawców zamachu i krwawo się na nich zemścić. Fabuła jest doprawdy żałosna. To zbiór najbardziej typowych klisz z różnych gier tego typu. Jedyne, co na dłużej przykuwa uwagę, to nieco ciekawsze wątki misji pobocznych.

Dialogi

Rozmowy między bohaterami są tak złe, że szkoda marnować słów. Głosy postaci są podłożone tragicznie. „Aktorzy”, którzy wcielają się w bohaterów wypowiadają swoje kwestie bez emocji, w sposób sztywny, jakby pierwszy raz mieli kontakt z mikrofonem  i tekstem przed oczami. Na dodatek od strony technicznej, zwłaszcza w pomieszczeniach, dźwięki rozmowy brzmią tak jakby były nagrywane w wielkiej hali – pogłos jest sztucznie wyolbrzymiony. Wszystkie teksty to mieszanina angielskiego, z wtrąceniami (zwykle wulgarnymi) hiszpańskiego slangu. Postaci silą się na bycie zabawnymi, ale nieumiejętne wcielanie się w rolę zabija każdy, nawet najlepszy żart.

Celowanie

Gra korzysta z auto-celowania. W przypadku strzelanki z perspektywy trzeciej osoby ma to sens. Tylko dlaczego zostało wykonane w sposób tak zły? Nie wiem ile misji przyszło mi powtarzać tylko dlatego, że zamiast strzelać do postaci A, strzelam do swojego samochodu, którym mam za chwilę uciec. Jedynym rozwiązaniem tej patowej sytuacji, jest obrót o 180 stopni, bo auto-celowanie przykleja się jak rzep do jednego przedmiotu i nie chce puścić.  Dodatkowo, gdy już celownik przylepi się do czegoś, z animacją naszego bohatera dzieją się przedziwne rzeczy. Nogi chodzą sobie tak, jakby Raul aka Angel nie miał kręgosłupa. Żal na to patrzeć po prostu. Z kolei przeciwnicy rzadko mają problem, żeby władować w nas kulkę lub dwie, dlatego kluczowe jest tu chowanie się za osłonami. Akcje w stylu Rambo tylko czasem przynoszą skutek.

Błędy

Gameloft już nas przyzwyczaił, że jak robi „duże” gry, wcale nie są one bardzo dopracowane. Oszczędności jak sądzę kierują w głównej mierze polityką tej firmy, a produkt i tak się przecież sprzeda. Błędy w tej grze to chleb powszedni, tak jak dla Raula zabijanie. Czasami można spaść idąc wiaduktem, jakby w teksturze była dziura. Wysiadając z samochodu zbyt blisko ściany, lądujemy losowo w promieniu 100 m od niego. W samych misjach czasami skrypty nie chcą działać, albo działają źle. Detekcja kolizji czasem szwankuje. Całość wygląda po prostu na produkcję nie oszlifowaną.

Sprawy techniczne

W Gangstar Rio: City of Saints grałem na poczciwym SGSie. I zdecydowanie ta gra nie jest zoptymalizowana pod telefony z jednym rdzeniem. Jeśli chodzi o płynność, to w zależności jak gra akurat sobie zaalokowała zasoby, działała albo „całkiem płynnie” albo „klatkowała”. Standardem więc było dla mnie, przed rozpoczęciem gry profilaktyczny restart telefonu. Niestety, tak czy siak, zawieszanie się gry „na amen” było dość powszechne. Raz na 2-3 godziny grania, musiałem wyjmować baterię i uruchamiać system od nowa. Drugą bolączką jest zawieszanie się sterowania i to niezależnie od tego czy gra działała akurat płynnie czy nie. Po prostu raz na jakiś czas, ekran dotykowy przestawał reagować. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jeśli akurat skręcałem lub dodawałem gazu, sterowanie zostawało w tej pozycji i samochód kręcił się w kółko lub wpadał do rzeki.

Policja i system kar

W grze trzeba się trochę postarać, żeby wzbudzić podejrzenia wśród stróżów prawa. Żeby wywołać pościg z 1 gwiazdką na 5 możliwych, trzeba zabić przynajmniej 5 osób albo 1 policjanta. Przy 2-3 gwiazdkach robi się gorąco, policjanci celują w nas niezwykle precyzyjnie i albo szybko jest po nas, albo udaje nam się odjechać napotkanym samochodem. A wtedy wystarczy wjechać w jakąś alejkę i zaparkować. W ten sposób można zbić nawet 5 gwiazdek, po prostu stojąc w odpowiednim miejscu, bez specjalnego krycia się po kątach. Policja nas nie szuka. Cały system karania nas za złe uczynki jest niedopracowany, a pościgi policyjne praktycznie nie istnieją ze względu na SI…

Sztuczna inteligencja

Której właściwie brak. Nasi przeciwnicy to ten typ najgłupszych w grach. Ci z bronią białą po prostu prą na nas mimo, że mierzymy do nich z karabinu maszynowego. Ci z bronią palną, chowają się niby za zasłonami, ale nie ma tu mowy o jakiejś taktyce. Po prostu losowo odsłaniają się zza zasłony i można ich wtedy ustrzelić. Oczywiście można zapomnieć o jakiejkolwiek reakcji na to, że obok zginął inny członek gangu. Przeciwnicy nie przejmują się takimi drobnostkami i stoją w miejscu jak kołki.

Dobre Rio

Na początek anons: ta gra jest w moim przekonaniu o niebo lepsza od Six Guns. Jeśli to jest dla was wystarczająca rekomendacja, zapomnijcie o wszystkich błędach, które opisałem wyżej i po prostu kupcie tą grę. Dla nieprzekonanych postaram się zebrać garść dobrych stron Gangstar Rio: City of Saints.

Miasto

Rio de Janeiro w tym wydaniu naprawdę mi zaimponowało. Mapa jest naprawdę duża. Sama aglomeracja bardzo urozmaicona. Mamy tu i biedne slumsy na wzgórzach i dzielnicę nowobogacką, autostrady i wąskie, górskie uliczki, akweny wodne, parki, boiska, centra handlowe. Naprawdę jestem pod wrażeniem, że projekt miasta nie był konstruowany na zasadzie „kopiuj wklej”. Podróżowanie po mieście to przyjemność. Jest nawet słynny posąg Chrystusa na wzgórzu, ale zmieniony na wielki pomnik piłkarza, który z resztą niszczymy w jednej misji (…ups spojler) 🙂

Customizacja postaci

Nasz bohater może przebierać się w różne ciuszki. Nie ma ich jakoś specjalnie dużo, ale warto zainteresować się pewnymi modelami spodni i koszul z prostej przyczyny – poprawiają nam statystyki, jak np. ochronę przed obrażeniami. Możemy dobrać sobie też odpowiedni wystrój głowy, żeby wyglądać jak prawdziwy gangsta. Wykonując misje, ale i ewolucje autem lub motocyklem oraz zabijając wrogów zdobywamy punkty respektu, które oprócz wspomnianych ciuszków odblokowują nam nową broń i pojazdy do kupienia. Wraz z awansem na kolejny poziom, możemy rozdzielić punkty doświadczenia na rozwój paska zdrowia, siłę, celność i kierowanie. Zwłaszcza te 2 ostatnie bardzo się przydają.

Arsenał

Angel ma do swojej dyspozycji wiele rodzai broni, z czego na raz może dźwigać tylko jedną z danego typu. Mamy podział na broń białą (kije baseballowe, maczety), pistolety (w tym uzi) – możemy z nich korzystać podczas jazdy samochodem, broń dwuręczną (karabiny, shotgun), a oprócz tego karabin snajperski, miotacz ognia, bazookę, itp, itd. Jest tego sporo. Zawsze warto uzbroić się po zęby przed wykonaniem misji, a kluczową sprawą jest kupienie kamizelki kuloodpornej.

Pojazdy

Gangstar Rio: City of Saints nie jest grą lepszą niż GTA 3, które jest dostępne na androida, ale pod pewnymi względami go przewyższa. Nasz bohater umie np. pływać, wdrapywać się na wyższe poziomy, przeskakiwać przez płoty czy inne przeszkody, kryć się za osłonami, w tym również za pojazdami. Przede wszystkim jednak ma wiele pojazdów, którymi może się poruszać. W grze przyjdzie nam sterować samochodami, w tym wyścigowymi, motocyklami, quadami, autobusami, limuzynami, czołgiem, śmigłowcami, samolotami, w tym wodnopłatami. I co najważniejsze czuć, że jedno auto zachowuje się inaczej niż drugie. Pod tym względem Gangstar Rio: City of Saints naprawdę mnie zaskoczyło.

Misje

Prawdziwą jednak dla mnie pozytywną niespodzianką były misje, które były …uwaga… ciekawe, zróżnicowane i wymagające. Gra oferuje nam 23 misje główne, które popychają fabułę do przodu, 27 pobocznych, które są równie, a może nawet bardziej ciekawe oraz 12 wyścigów. To daje nam 100% ukończenia gry, ale oprócz tego możemy wykonywać misje karetką, taksówką i rozwozicielem hamburgerów na skuterze. Ponadto możemy znaleźć ukryte w mieście piłki, walizki i koła samochodowe, a dla prawdziwych hardcorów jest zestaw osiągnięć do zdobycia.

Same misje zaskakują swoim zróżnicowaniem. W większości trzeba kogoś zabić, ale na wiele różnych sposobów, czasami trzeba za kimś biegać po dachach, czasami trzeba ukraść czołg / samolot / limuzynę, aby zrobić to z większą finezją. Raz do akcji wkraczają nawet Zombie. Również postacie z misji pobocznych są znacznie ciekawsze od tych z głównej osi fabularnej.

Zadania potrafią być wielowątkowe, wymagające wykonania kilku różnych czynności. Potrafią być również frustrujące ze względu na bugi, nieprecyzyjne celowanie i poruszanie oraz system checkpointów, a właściwie jego brak. Mimo, to chętnie wracałem do próby wykonania ich po raz n-ty, bo na swój sposób były dla mnie wyzwaniem. Szczerze mówiąc, ani razu się nie znudziłem, a grałem w tą grę tydzień. Na szczęście nie jest to Six-Guns, gdzie każda misja była taka sama tylko z większą ilością wrogów. Dodatkowo nie ma tu mikropłatności (uff). Można jedynie dokupić pieniądze i punkty doświadczenia, ale jest to absolutnie nie konieczne – to pójście na łatwiznę, w tym przypadku.

Rio takie sobie

Grafika

Gangstar Rio: City of Saints generalnie wygląda nieźle, ale na pewno nie zachwyca. To, mam wrażenie, ten sam silnik pamiętający BackStaba. Gdy jeździ się po mieście czy lata samolotem nie specjalnie zwraca się uwagę na to, że tekstury są przebrzydle rozmyte, że obiekty wyskakują nam nagle przed oczami, że jest paskudny efekt podmiany obiektów niskiej na „wysoką” jakość. Całość ratuje świetne zaprojektowane miasto.

Dźwięk

Z jednej strony mamy fatalnie nagrane dialogi, ale z drugiej kilka stacji radiowych. Co prawda muzyka w nich grana nie kojarzy mi się z żadnym hitem i raczej przypomina kupione w necie loopy, ale zawsze milej się jeździ jak w tle coś gra. Dźwięk w tej grze to mix dobrych i złych stron, jest po prostu średni.

Sterowanie

Wiele osób będzie narzekać na sterowanie. Podczas jazdy samochodem czy motocyklem mamy do dyspozycji kilka presetów sterowania uwzględniających akcelerometr, wirtualną kierownicę czy suwaki. To właśnie ostatnia opcja okazała się dla mnie najlepsza i muszę się przyznać, że pod koniec gry byłem mistrzem kierownicy. Robiłem po prostu to co chciałem. Nie każdemu może jednak przypaść ten sposób sterowania do gustu. Na pewno wymaga trochę wprawy.

Podsumowanie

Gangstar Rio: City of Saints posiada wiele błędów, technicznych niedociągnięć i tragiczne dialogi. Z drugiej strony potrafiła przyciągnąć mnie na tydzień do telefonu i zapewniła dobrą rozrywkę. Zaletą jest, przynajmniej dla mnie, brak formuły freemium, – po prostu kupuję grę i mam wszystko.  Jeśli lubicie sandboxy, ta gra może być dla was – ja lubię i się nie zawiodłem, mimo, że irytowały mnie przedstawione wyżej błędy. Radzę jednak kupić ją w sklepie Gameloftu, bo jest połowę tańsza niż w Google Play. I pamiętajcie o ściągnięciu dodatkowych plików gry, które oscylują w okolicach 1 GB.

logo-app
App Name
Gameloft

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app