• grywalność
  • grafika
  • dźwięk

Lubisz sadzenie marchewek, zbieranie plonów i doglądanie swojej farmy? Tak? To świetnie! Six-Guns to gra dla Ciebie! Przyjemność grania w tą produkcję można porównać do zabawy w Farmville. Niby jest przyjemnie, ale nudno jak cholera. Ale dopóki nie ockniecie się z szału powtarzania ciągle tych samych czynności, Six-Guns może dostarczyć wam z angielska zwaną guilty pleasure.

Przejdźmy do fabuły.

A przepraszam, w tej grze takowej nie stwierdzono. Mądre głowy w Gameloftcie wpadły na pomysł, że w końcu scenarzysta kosztuje i nawet za płytką i denną historię trzeba mu zapłacić, więc najlepiej w ogóle z niej zrezygnować. Prawda, że genialne? Wyobrażacie sobie GTA bez fabuły? Albo Red Dead Redemption? Assassin’s Creed? Albo każdy inny sandbox, który potrafi zaprosić do świata przedstawionego i zatrzymać gracza na dłużej? Bez wątku fabularnego te gry byłyby zlepkiem niepowiązanych ze sobą misji i pewnie po 5 godzinach gameplaya umarlibyśmy z nudów*. I dokładnie tak jest w Six-Guns. Nudy panie!

Gra nawiązuje klimatem do takich gier jak Gun czy Red Dead Redemption. Sterujemy kowbojem – tyle. Nie wiemy po co, robimy to co robimy czy jest w ogóle jakiś tego sens (podpowiem, nie ma). Jedyne co odróżnia te światy, to obecność wampirów i czarnej magii, oprócz zwykłej westernowej menażerii. Autorzy przygotowali dla nas, całkiem sporych rozmiarów mapę, podzieloną na 2 mniejsze obszary. Możemy swobodnie jeździć sobie na koniu i odkrywać nowe tereny. Powinniśmy to nawet robić, ponieważ w grze poukrywane są różne znajdźki. Kawałki mapy, albo świecidełka zawieszone na drzewach, skrzynie ze skarbami – takie zadania dla wytrwałych. Są nawet misje poboczne, które możemy uzyskać od NPCów. Sprowadzają się one właściwie do jednego – przynieś x sztuk czegoś.

Głównym wypełniaczem (bo nie wiem jak to nazwać) gry są zadania, które pojawiają się na mapie w postaci ikonek. Aby dotrzeć do odpowiedniego miejsca możemy wcisnąć odpowiednią ikonkę i od razu możemy przejść do wykonywania zlecenia. Sprowadza to grę do serii mini-zadań, bo mając taką opcję, po prostu nie chce się jeździć i tracić czas.

Rodzajów zadań jest podobno 40. Wybaczcie, ale nie poznałem ich wszystkich, może inni będą tak wytrwali. Te które poznałem to m.in. wybij wszystko co się rusza na mapie, przetrwaj ileś minut i zabij wszystko co się rusza, oczyść ze wszystkiego co się rusza i strzela laserami z oczu piwnicę / katakumby / cmentarz, wygraj wyścig, traf do celu z miejsca, traf do celu na koniu. To mniej więcej tyle. Każde z tych rodzajów zadań przyjdzie nam wypełniać kilkadziesiąt razy. Zmieniać się będą tylko ilość i rodzaje przeciwników. Brzmi jak flaki z olejem? Dokładnie takie jest.

Wspomniani przeciwnicy to tylko kilka modeli na krzyż: meksykanin, wampir, latająca zjawa, wariatka z nożem – wiele się w tym temacie nie zmienia w miarę upływu czasu.

Jest jednak coś dziwnego w tej grze, ta sama przyjemność co granie w facebookowe simy. Ta cała powtarzalna rozgrywka po prostu wchodzi w krew. Nie trzeba się tu zastanawiać. Nasz mózg odpoczywa, a motoryka ciała każe kłaść dwa kciuki na ekranie i grać, grać, grać. Jedna nudna misja za drugą. Load, Aim, Fire & Repeat.

Darmowy western.

Gra jest do pobrania za darmo. Co ciekawe Gameloft, w przeciwieństwie do wielu innych producentów, nie wywindował cen w sklepiku gry. Co więcej, daje sporo bonusów i nie blokuje progresu przez misje nie do przejścia bez odpowiedniego, płatnego sprzętu. Oczywiście zdobywanie i kupowanie nowego wyposażania będzie bardziej czasochłonne dla tych co nie lubią płacić, ale możliwe. Niestety tylko co drugą broń możemy kupić nie wydając prawdziwej kasy. Podobnie jest z ubiorem naszego bohatera. Tak jak jednak napisałem, nie blokuje to możliwości zabawy.

To nie jest kraj dla starych smartfonów.

Six-Guns jest grą, wymagającą do płynnej zabawy mocnego hardware’u. Na SGSie lubi chrupać, a gdy akcji jest dużo potrafi nawet ostro klatkować. Graficznie gra trzyma poziom 9mm. Niestety silnikowi Gameloftu przydałby się jakiś lifting, bo jednak coraz bardziej rzucają się w oczy kanciaste postacie i rozmyte tekstury.

Six-Guns na kolanie.

Bo chyba na kolanie twórcy przygotowywali większość aspektów gry. Wszystkie sfery tej produkcji są po prostu niedopracowane. Przeciwnicy zacinają się na elementach dekoracji, kamera lubi wariować w najmniej odpowiedniej chwili, koń zatka się między geometrią mapy, w przerywnikach bohater wchodzi w kamerę i brakuje mu tułowia czy głowy. Sterowanie często nie reaguje precyzyjnie na nasze polecenia, a tekstury np. świec, czy promieni słońca wpadających przez okno do pomieszczenia wołają o pomstę do nieba – ktoś zapomniał dodać do nich przeźroczystości. Pewnie terminy goniły, więc nie było komu takich detali dopracować.

Ostatni strzał.

Six-Guns mógłby być świetną grą, ma dużą mapę, misje przyciągają do telefonu mimo, że są powtarzalne i nudne. Jednak brak jakiejkolwiek historii, masa niedoróbek sprawiają, że jest to gra jedynie średnia. Dobrze chociaż, że darmowa.

*Tak BTW. W  Assassin’s Creed rzeczywiście po 5ciu godzinach grania można było umrzeć z nudów 🙂 Natomiast w takim Just Cause 2 grało się przyjemnie mimo mocno okrojonej fabuły. Oczywiście to tylko moje zdanie. Wy jak sądzicie, fabuła jest potrzebna sandboxom czy to tylko dodatek do nieskrępowanej zabawy?

logo-app
App Name
Gameloft

Free   

pulsante-google-play-store
pulsante-appbrain
qrcode-app

Podobne artykuły

  • Contra 4: ReduxContra 4: Redux Chyba nie ma gracza, który nigdy by nie grał w Contrę. Ta świetna dwuwymiarowa strzelanka święciła triumfy na rodzimych Pegasusach a dzisiaj jej czwarta odsłona zawitała na Android Market. […]
  • Tiny TowerTiny Tower Grą Tiny Tower zainteresowałem się, gdy  jej deweloper NimbleBit wystosował list otwarty do firmy Zynga (wiecie FarmVille i te sprawy), w którym w złośliwy sposób wskazuje na uderzające […]
  • Six Guns prawie jak mobilne Red Dead RedemptionSix Guns prawie jak mobilne Red Dead Redemption W Six Guns najnowszej grze Gameloftu wcielamy się w kowboja Buck Crosshaw, którym przemierzając stany Arizona i Oregon będziemy walczyć z całym złem Dzikiego Zachodu. Na drodze naszego […]
  • Gangstar Rio: City of SaintsGangstar Rio: City of Saints Gangstar Rio: City of Saints to najnowsza odsłona klona GTA od Gameloftu. Gra ma wielką ilość zalet, ale i potworne bugi, które potrafią zrujnować rozgrywkę. Jak więc podejść do tej […]
  • N.O.V.A. 3N.O.V.A. 3 Konsolowa jakość grania, Crysis 2 na smartfona, najlepszy FPS w Google Play – tym wszystkim na pewno nie jest najnowsza odsłona serii od Gameloftu, czyli  N.O.V.A. 3. Niestety przechwałki […]
  • Dead Trigger Dead Trigger Do Dead Trigger podchodziłem ze sporą rezerwą wiedząc już, że nie jest to typowy FPS. Wątek fabularny jest tylko zarysem. Nie ma ciągłości misji, jak choćby w produkcjach Gameloftu. Dead […]